KRZYSZTOF DEMUCHA TRIO

Nadwieprzański Blues, który przeleciał przez Lubartów i większość lubelskiego jakieś kilkanaście lat temu to wyjątkowy pomysł na muzykę zagraniczną, ale naszą, stąd. Teksty, które kojarzą się ze starymi przyśpiewkami, a jednak uniwersalne. Muzyka to korzenny blues amerykański z naleciałościami ludowymi naszych okolic. Pomysł ten, dość oryginalny, powstał w głowie Krzysztofa Demuchy, bohatera kolejnego wpisu na blogu. Nadwieprzański Blues to jego dzieło. Początkowo pomyślany jako solo act, po kilku latach przekształcił się w KRZYSZTOF DEMUCHA TRIO – zespół powstały w 2010 roku, więc stosunkowo niedawno. Jak to brzmiało? Oczywiście przekonacie się odwiedzając dzisiejszy tekst. Bluesa w Lubartowie nie grało się dużo. Choć to muza bardzo niszowa, to jednak ma wiernych fanów. Fani mniej w nią wciągnięci docenią, mam nadzieję, niebanalny klimat tych utworów.

We wpisie o KRZYSZTOF DEMUCHA TRIO i o Nadwieprzańskim Bluesie znajdziecie wszystko co najlepsze: muzykę solo, muzykę zespołu, video, zdjęcia i opowieść, nie tylko o zespole. Krzysiek zajmuje się bowiem odnawianiem starych gitar. O tym też pogadaliśmy. Zapraszam i dziękuję Krzysztofowi za poświęcony czas. Kolejny tekst także będzie o jego twórczości, ale… to za chwilę. 🙂  –>kliknij, aby poczytać o KRZYSZTOF DEMUCHA TRIO<–

SYNDROM BECZKI

No wiem, wiem… minęło sporo czasu, blog trochę przysnął. W roku 2026 mam jednak plan, aby go obudzić i znów publikować. Pierwszym punktem w realizacji tego planu jest dzisiejszy tekst o zespole SYNDROM BECZKI. Myślę, że oprócz archiwalnych rzeczy (które zdecydowanie przeważają na mojej stronie) należałoby może pisać więcej o zespołach, które wciąż działają. SYNDROM pasuje do tej grupy idealnie, bo istnieje, albo lepiej w ich przypadku powiedzieć coś w stylu „płynie na fali” 🙂 już od 2011 roku. Kawał czasu, kawał historii… no i kawał zarejestrowanej muzyki. Jakiej? Szantowej? Żeglarskiej? Rockowej? Na pewno ciekawej i bardzo różnorodnej. Najlepiej jak sami jej posłuchacie czytając dzisiejszy wpis o popularnym w Lubartowie SYNDROMIE BECZKI. No bo kto nie był, albo przynajmniej nie słyszał o ich koncercie w okolicy?
Członkowie SB zaprosili mnie do swojej salki prób, gdzie przy napojach pogadaliśmy sobie zarówno o przeszłości, jak i o przyszłości kapeli. Odniosłem wrażenie, że skupiają się bardziej na przyszłości i nie zamierzają kończyć z graniem, co bardzo cieszy. Ponadto dołożyli swoją salkę prób do mapy lubartowskich kanciap, bo w mleczarni jeszcze przed nimi nikt nie próbował. 🙂 Dzięki panowie za gościnę!   –>kliknij, aby poczytać o SYNDROMIE BECZKI<–

Nagroda Burmistrza 2024

Wczoraj, czyli w niedzielę 24 listopada 2024 roku odebrałem nagrodę Burmistrza Miasta Lubartów za działalność kulturalną. Dokładniej rzecz biorąc dostałem nagrodę za Lubartowski Garaż. 🙂 Osoba, która mnie zgłosiła i komisja uznały, że moja pisanina i grzebanie w archiwach są warte zauważenia i z tego najbardziej się cieszę. Pozytywnych rzeczy związanych z nagrodą jest sporo, dzięki niej LG będzie miał utrzymanie przez znaczący czas ;), ale myślę, że najważniejszą pozytywną stroną jest to, że blog będzie miał okazję jeszcze szerzej zaistnieć w świadomości lubartowian, no i w świadomości władz. Może z czasem pojawią się tego dalsze pozytywne konsekwencje. Kto wie… 🙂 

Kończąc ten wpis chciałem dodać, że bardzo mi było miło znaleźć się w gronie laureatów Nagrody Burmistrza Lubartowa, a byli wśród nich ludzie naprawdę zasłużeni i z bardziej znaczącymi osiągnięciami dla Lubartowa niż blog i internetowy. 🙂 Skoro jednak nagrodę mi przyznano warto odnotować ten fakt chociażby tylko z kronikarskiego obowiązku. Dziękuję Uli i komisji. 🙂

DIVIDE ET IMPERA

Dziel i rządź… Nie, Lubartowski Garaż nie zmienia tematyki i nie będę pisał o polityce, ani o historii. 🙂 Ta starożytna zasada jest jednocześnie tłumaczeniem nazwy zespołu, który właśnie ląduje na blogu. Nazywali się DIVIDE ET IMPERA i kręcili się wokół tych najmocniejszych odmian metalu. Skład aż 6 osobowy: dwie gitary, bas, perka, wokal i klawisze. Na początku XXI wieku zanosiło się, że namieszają przynajmniej w okolicznym światku. Niestety po kilku latach kapela się rozpadła. Co zrobić, samo życie…
O DIVIDE ET IMPERA opowiedział mi Łukasz Granat, czyli pałker kapeli. Przekazał mi także nagrania i zdjęcia. W rozmowie przyznał, że niewiele się zachowało, ale najlepsze kąski (czyli muzyka) na szczęście są. Dzięki oczywiście wielkie za materiały i pogadankę w parku. 🙂 Swoją drogą nasz park to znaczące miejsce w historii DEI i w historii młodych, zbuntowanych sprzed 20 kat. 🙂  –>kliknij, aby poczytać o DIVIDE ET IMPERA<–

OZZY

To prawda, przerwa na blogu była spora. Po roku ciszy odpalam dzisiaj wpis o artyście wciąż aktywnym. Większość tekstów na tej stronie traktuje o zamierzchłych czasach. Dzisiaj jednak ktoś, kto wciąż wypuszcza nową muzykę, a w dodatku pierwszy przedstawiciel hip hopu na Lubartowskim Garażu. Może powinienem przyjrzeć się bardziej temu co się aktualnie dzieje na lokalnej muzycznej scenie, zamiast ciągle kopać w archiwach? Temat do przemyślenia, bo przecież to nie jest tak, że zupełnie nikt nie gra w dzisiejszych czasach. Zobaczymy…
Póki co zapraszam na artykuł, którego tematem jest Łukasz OZZY Ozon. Raper łączący w swoim rapowaniu wiele różnych elementów. Ciągle poszukujący nowych brzmień. Raper, który nie ogranicza się jedynie do tekstu: klei bity, kręci teledyski, wydaje swoje płyty na fizycznych nośnikach. Słowem: prawdziwy podziemny artysta totalny. 🙂 Będziecie zadowoleni i myślę, że zaskoczeni ilością nagrań, które znajdziecie we wpisie; rozmachem i profesjonalizmem teledysków; a w końcu szczerością tekstów. OZZY tworzy już od kilkunastu lat, a wciąż jest bardziej rozpoznawalny w internecie, niż w Lubartowie. Pora to zmienić, więc klikajcie i czytajcie. Przed Wami Łukasz OZZY Ozon.
Wielkie dzięki dla Łukasza za poświęcony czas, piwko i tonę materiałów. Fajnie się gadało i jeszcze fajniej wspominało. 🙂 Dla wszystkim tych, którzy wciąż kupują płyty CD wrzucam adres facebooka https://www.facebook.com/ozzycompl. Piszcie do Łukasza w tej sprawie. Coś na pewno jeszcze ma. –>kliknij, aby poczytać o OZZYm<–

Dwa archiwalia od PROFUNDIS

PROFUNDIS na blogu pojawiło się blisko 2 lata temu. Myślałem i miałem nadzieję, że kolejną aktualizacją wpisu o zespole będzie muzyka z nowej płyty, ale panowie nie spieszą się z jej finalizacją i dopieszczają nagrania bez końca. Podobno jednak już dobiegają do mety, więc trzymam kciuki… Ni stąd, ni zowąd na kanale youtube zwanym Flesh Ripping Sonic pojawiły się dwa stare i smakowite koncerty Pogana i spółki. Warto, więc uzupełnić tekst o PROFUNDIS o te dwa nabytki. Wrzucę je tutaj poniżej i oczywiście do samego wpisu, który przeczytacie pod tym linkiem. Na rzeczonym wyżej kanale youtube znajdziecie także fragmenty koncertu naszego Perceptions i najróżniejsze inne video z koncertów metalowych na Lubelszczyźnie.

Pierwsze video to Dęblin i legendarny klub Łoś Dołek. Matko… co się w tym miejscu wyprawiało… Zapytajcie znajomych metali po 40, na pewno kojarzą miejsce. PROFUNDIS zagrało tam kilkukrotnie, ale obrazek poniżej jest z maja 2003. Zwróćcie uwagę na skład: Pogan, wiadomo wokal i gitara, na perkusji Homer, na drugiej gitarze (jeszcze) Vobiscum (potem Bimbeer), a na basie młody Ferus (potem także MEM). 🙂 Nic nie słychać, obraz jakby w sepii, ale jest moc klimatu.

Drugi koncert dzieli od poprzedniego 10 lat. Tym razem lubelskie, nieistniejące już Graffiti i rok 2013. Skład już inny: Pogan, Ferus, na drugiej gitarze Sivy, a na perkusji niejaki Dimu. W tym składzie PROFUNDIS działało jakiś czas i stworzyło nowszy materiał, który usłyszeć można na video poniżej. Mimo, że dźwięk nagrany jest z kamery, to nie jest z nim najgorzej. Ponadto koncert nagrany od początku do końca, więc idealnie.

Dzięki dzisiejszym wykopaliskom wpis o PROFUNDIS zrobił się jeszcze bogatszy. Na Lubartowskim Garażu metalu nie brakuje, ale jest to jedna z lepszych kapel takiego grania w okolicy, więc jeśli jeszcze ich nie znacie, po raz kolejny zapraszam do tekstu. Są zdjęcia, cała płyta z 2006 roku do odsłuchu, no i video z aż (!) 5 koncertów. –>kliknij, aby poczytać o zespole<–

MEM

Z poprzedniego wpisu o zespole Dill Moon przechodzimy dzisiaj płynnie do historii kapeli MEM. Opowiada ponownie Mateusz Rusek, czyli pałker obu składów.
MEM działał nie tak dawno. Raptem kilkanaście lat temu. Istnieli więc w internecie, sami nagrywali swoją muzykę, bo już była do tego technologia i do tej pory znaleźć ich można na popularnym serwisie społecznościowym. Dorobili się nawet teledysku. Z materiałami na szczęście nie miałem problemu. Video znalazłem na youtubie, a fotki na wspomnianym wyżej serwisie. 😉 Najważniejsza jest jednak treść. Dlatego jeszcze raz dzięki dla Mateusza, że znalazł czas na pogadankę. A w treści znalazły się nawet przygody rodem z horrorów, albo z filmów Tarantino. 🙂 Dzięki także dla Radka Czarneckiego, szefa lubartow24.pl za zdjęcia z RAFów. Chyba nie muszę przedstawiać tego serwisu informacyjnego.
Zapraszam na tekst o MEM. Mam nadzieję, że ciągle ich pamiętacie, bo członkowie kapeli po jej rozwiązaniu nie odwiesili instrumentów na kołki. Chyba wszyscy dalej muzykują. Z różną wprawdzie intensywnością, ale jednak. Zapewne usłyszycie o nich jeszcze, jeśli interesujecie się rockowym, gitarowym graniem. –>kliknij, aby poczytać o zespole<–

DILL MOON

Rock progresywny to granie skomplikowane. Nic nowego tym stwierdzeniem nie odkrywam. 🙂 Rozbudowane partie, solówki, zmiany tempa. W Lubartowie temat nie był podejmowany jakoś masowo. Królował u nas zawsze punk rock i metal. 🙂 Dlatego mocno się zdziwiłem, kiedy kilkanaście lat temu, zupełnie przypadkowo usłyszałem zespół DILL MOON. Potem zobaczyłem ich na Rock Alert Festiwalu, gdzie zagrali koncert w… 9 osobowym składzie! Pojawili się nagle, chociaż ludzie w tym zespole nie byli przypadkowi. Zostali zapamiętani zdecydowanie dzięki swojemu stylowi. Ja osobiście muszę wśród „zasług” kapeli dodatkowo wspomnieć o tym, że wprowadzili na mapę Lubartowa kolejny garaż, w którym grali próby. 🙂 Potem założyli swoją, dosyć profesjonalną salkę, która funkcjonuje nadal mimo tego, że DILL MOON już nie istnieje. Sami widzicie, że zespół był mocno oryginalny i mocno niezależny od instytucji w mieście. Od początku organizowali się sami i nie czekali na miejsce dla siebie. Niestety istnieli zaledwie kilka lat pod koniec przekształcając się w inny lubartowski twór.
O DILL MOONIE opowiedział mi perkusista kapeli Mateusz Rusek. Zdjęcia przekazał mi jakiś czas temu Kamil Lisek, a video mam od jego twórcy, czyli Łukasza Wągrodnego. Bardzo wszystkim zaangażowanym dziękuję za materiały i za poświęcony czas. Jest to wpis, który powstawał bardzo długo. Pierwsze materiały dostałem ponad rok temu. Fajnie, że w końcu DILL MOON wylądował na blogu. –>kliknij, aby poczytać o zespole<–

Aktualizacja wpisu o RUSEL VIPER

Zacznę od wpisu o Tomfingerze. W nim znajdziecie video z koncertu. Film ten pochodzi z kasety VHS, którą pożyczył mi Gerard Wasilewski. Na tej kasecie (i na imprezie przy okazji też) zagrał ponadto zespół, który już ma wpis na blogu. Mowa o RUSEL VIPER. Przypomnę pokrótce: Maciek Klasiński, Kuba Olszewski, Tomek Pielecki no i Remi Dubaj. Metalowy skład z końca lat 90-tych. Powiązany z Domination i Masturbation. Koncert RV to impreza Pomóż Dzieciom Przetrwać Zimę z grudnia 1998 roku. Odbył się w sali widowiskowej przy ul. Cichej. Zagrały wtedy 3 zespoły. Występ trzeciego także mam, ale zostawię go na później. 😉
Wracając do dzisiejszej wisienki. Chłopaki z RUSEL VIPER twierdzą, że nie wiedzieli wcześniej o tym nagraniu i że jest to dużo lepsza prezentacja ich muzyki niż nagrania z końca działalności kapeli. Widać także na filmie ramę – samoróbkę, którą z rozrzewnieniem  wspominał Kuba, pałker RV. Z tyłu za Tomkiem Pieleckim na drugiej gitarze zobaczyć możecie Dominika Samborskiego. Jednak był to chyba występ jedynie gościnny.
20 minut metalu z lat 90-tych. To chyba będzie dobra rekomendacja tego video. 🙂 Dzięki dla Gerarda Wasilewskiego z Tomfingera za kasetę i dla Michała Jędrzejewskiego za zrzucenie jej na cyfrę.

TOMFINGER

Co tu dużo gadać, były wakacje na blogu. Odpocząłem od Lubartowskiego Garażu i mam nadzieję, że wy także. Przecież już nasze babcie mawiały, że co za dużo to i świnia nie zje. 🙂 Baterie naładowane, głód dalszego kopania w archiwach znowu stał się mocniejszy. Niniejszym kończymy relaks, bo na światło dzienne wyłazi wpis o kolejnym, dobrym zespole. Kapela z przełomu wieków. Skład aż 7 osobowy, a w nim muzycy z górnej półki. Dwoje wokalistów. Są nagrania, są zdjęcia no i jest video z VHSa. Zaciekawieni? Mam nadzieję. 🙂 Jakoś tak się składa, że moja pisanina na tej stronie skupia się z grubsza, (póki co oczywiście) na gitarowej muzyce. Pewnie tak mi po prostu wygodniej. TOMFINGER, o którym dzisiaj, nie jest tutaj wyjątkiem. Rockowe granie z mocnymi gitarami, ale w klawiszowym sosie. Męski i żeński wokal, chwytliwe solówki. Chciałoby się powiedzieć: idealny przepis na zespół. Wyszło im na prawdę spoko. Zapraszam na wspomnienia o zespole TOMFINGER I bardzo dziękuję ludziom, którzy się w nie zaangażowali. Michał Kossak opowiedział mi całą historię, dał nagrania i zdjęcia. Od Gerarda Wasilewskiego dostałem zdjęcia i kasetę VHS z koncertem. VHSa scyfryzował natomiast Michał Jędrzejewski, który zaangażował się w Lubartowski Garaż i regularnie pomaga mi z tymi prehistorycznymi nośnikami video, a naznosiłem mu już tego całkiem sporo. 🙂 Panowie, ukłony! –>kliknij, aby poczytać o zespole<–