Jeśli przyjmiemy, że KRZYSZTOF DEMUCHA TRIO to danie główne w menu Krzyśka, to GESZEFT potraktujmy jako przystawkę. 🙂 Może nawet nie zupę, a przystawkę właśnie. 🙂 Cofamy się do lat 80-tych, więc nie mam zbyt wielu materiałów na temat tego projektu. Nie był on nawet do końca skonkretyzowany, ale może oddam głos Krzyśkowi Demusze: „Jak byłem w Liceum to założyliśmy tam kapelę. W szkole, do której chodziłem, czyli w lubelskim Plastyku pozwalali nam grać to co chcieliśmy. Po sąsiedzku jest szkoła muzyczna. Koledzy stamtąd lubili Electric Light Orchestra, albo Queen, czyli ambitniejszą muzykę. My woleliśmy Purpli i Doorsów, ale najbardziej podobał nam się punk rock, który właśnie na początku lat 80 zaczął się wokół nas pojawiać. Próbowaliśmy grać w tym stylu. Miałem kumpla Romka Waściszewskiego, który pisał wiersze i stworzył nam pierwsze punkowe teksty.” Jak widzicie zaczynamy historię Krzyśka od samego początku jego działalności muzycznej. Po liceum plastycznym wraca on do Lubartowa i zatrudnia się w Lubartowskim Ośrodku Kultury. Oczywiście zespół licealny się rozpada, ale nasz bohater ciągle ma silną potrzebę tworzenia muzyki. Krzysiek: „Zatrudniłem się w domu kultury w 1983 roku. Mieścił się on jeszcze wtedy w budynku naprzeciwko klasztoru o. Kapucynów, w którym obecnie jest bank. Byłem powszechnym wtedy instruktorem kulturalno – oświatowym, czyli KOwcem i dodatkowo prowadziłem dokumentację fotograficzną wszystkiego co działo się w LOKu. Jako, że ogarniałem sprzęt muzyczny, to także się nim opiekowałem. W wolnych chwilach korzystałem z instrumentów i zacząłem znowu sobie pogrywać. Z czasem czynny udział w tym graniu zaczął brać mój brat Marek. W tamtym czasie grał już w kilku szkolnych zespołach w liceum na Chopina, gdzie prowadził te kapele nauczyciel muzyki Mucharski.” Krzysztof mówi tutaj o czasach sprzed przenosin domu kultury na ul. Cichą. Wspomina pana Mucharskiego, o którym bardzo pozytywnie wypowiadają się panowie z Ukrainji. Brat Krzysztofa – Marek, czyli Homez udzielał się później w tym zespole, potem także w Opcji Zerowej i lubelskim BBK.
W drugiej połowie lat 80-tych ubiegłego wieku w salach obecnego banku zaczęły pojawiać się zespoły rockowe. LOK chętnie przyjmował młodzież, która chciała wykrzykiwać teksty do rzężących gitar. Kilka lat po tym jak Krzysztof dołączył do tej instytucji powstały takie kapele jak Ostoja Gieroja, Kompleks Portnoya, Psychocandy, Takżewiecznie, Toxoplazma, czy TIR. Z wpisów o nich dowiecie się jak wyglądały tamte realia funkcjonowania kapel w Lubartowie, a łatwo nie było. 🙂
Wróćmy do Geszeftu. Krzysztof: „Korzystałem ze sprzętu i wymyślałem swoje utwory. Chciałem, żeby to było punkowe. Teksty Romka miałem jeszcze z licealnych czasów. Był w domu kultury taki czterościeżkowy magnetofon, więc jak się dwa razy nagrywało to można było uzyskać ciekawe efekty, pogłosy, przestery, echa jakieś dziwne takie. Bawiłem się więc i nagrywałem te swoje pomysły, takie rybki po prostu. Fantazja dopisywała, więc robiłem jakieś takie odjazdy dźwiękowe.” Okazuje się, że Krzysiek ma scyfryzowaną taką „sesję” nagraniową. Wrzucam ją poniżej raczej w formie ciekawostki niż konkretnej muzyki. Są to takie luźne, improwizowane pomysły na kawałki, zagrane, zaśpiewane i nagrane przez Krzyśka Demuchę. Działo się to jeszcze przed Ostoją Gieroja. 🙂 Zaraz się pewnie znajdą prawdziwi fani punku, którzy stwierdzą, że to nie jest punk rock, ale spróbujmy usłyszeć np. pierwszy utwór w wersji na cały band i ciut szybciej to można chyba powiedzieć, że GESZEFT to taki nieortodoksyjny punk rock. 🙂
Po dwóch latach Krzysztof przenosi się do Osiedlowego Domu Kultury na ul. Cichą. W tamtym czasie jeszcze był to ODK. „W nowym miejscu kupowaliśmy z dyrekcją nowe graty, Diamanty, Musimy, Jolany, piecyki, perkusję. Oprócz zajęć plastycznych, które tam prowadziłem zacząłem też jeździć trochę z zespołami na przeglądy np. do Ostrowa. Muzykujących ludzi wtedy nie brakowało, znaliśmy się m. in. z przeglądów, które organizował LOK, więc kto chciał to czasem siadaliśmy i improwizowaliśmy te moje pomysły. Prób jako takich GESZEFT nigdy nie grał. Nie stał się zespołem takim z definicji. Po prostu grałem sam, czasem dołączali inni i wspólnie bawiliśmy się muzyką. Raz czy dwa zagraliśmy takie publiczne jamy przy okazji jakichś koncertów. Generalnie był to taki niekonkretny, efemeryczny projekt. Nie można było mówić o regularnej kapeli. To było takie dziwadło ad hoc.”
Przypominam, że jesteśmy w czasach zanim powstała znana czytelnikom Garażu sala prób pod Biblioteką. Pogadajmy chwilę o tamtych czasach i o ciekawych wydarzeniach. W ODK pracował już wtedy Krzysztof Świętoński, o którym warto znowu wspomnieć. Pan Świętoński to oczywiście założyciel i klawiszowiec Quo Vadis, ale nie tylko. Krzysiek Demucha wspomina „Krzysztof Świętoński w tamtym czasie zajmował się zespołami i z tymi młodymi ludźmi wystawił, niestety tylko raz rock operę pt. „Za rogiem świata”. Wystąpili wtedy w niej m. in. Katarzyna Smyk, Konrad Iwan, Grzesiek Siwiec.” O tej legendarnej 🙂 rock operze opowiedział mi już trochę Grzesiek Siwiec we wpisie o Venie. Szkoda, że było to przedsięwzięcie jednorazowe. LOK natomiast w ówczesnym okresie przeniósł się do budynku po Domu Partii, czyli do obecnej Biblioteki Miejskiej, żeby ostatecznie połączyć się z ODK i osiąść na kilkanaście lat w budynku Spółdzielni. Skutkiem tego LOK wchłonął ODK i istnieje do dzisiaj, chociaż już w innej siedzibie.
Tło historyczne znamy. Smacho przy okazji wpisu o Ukrainji wspominał, że grał trochę z Krzyśkiem pod szyldem GESZEFT i podobno bardzo mu się podobało, więc może projekt miał szanse zamienić się w kapelę. Życie pisze różne scenariusze i Krzysztof w 1987 roku postanawia wyemigrować z Polski najpierw do Włoch, potem do Kanady. Wraca dopiero pod koniec lat 90-tych. Omija go więc niestety największa fala zespołów i mody na granie jaka przetoczyła się przez Lubartów w całej jego historii. 🙂 Nie załapał się na salkę pod Biblioteką, na działalność śp. Pawła Tregera, na koncerty w sali widowiskowej i w parku. Lata 90 w Lubartowie to wybuch grania w zespołach. Chodzi mi tu oczywiście o ich ilość, ale także o jakość. Nazw nie będę wymieniał, poszperajcie na blogu. Jest ich na prawdę sporo. Szkoda, że wśród nich nie ostał się GESZEFT przeistoczony w pełni ukształtowany skład.
Dopiero po wielu, wielu latach GESZEFT doczekał się jako takiej i póki co jedynej materializacji. W 2025 roku Krzysiek skrzyknął Konrada Koniara Iwana ze Schedy Po Dziadku na bas i Krzyśka Goldona Zbiciaka z Ukrainji na perkusję i zagrali koncert pod tą nazwą na imprezie, która nazywa się Krzyśki i odbywa się trochę po cichu w Uściążu koło Kazimierza Dolnego. Informacji o tej cyklicznej imprezie próżno jednak szukać w internecie. Jest to coroczne spotkanie muzykujących przyjaciół gospodarza. Występ GESZEFTU się nagrał i wrzucam go poniżej. Jak sami usłyszycie jest mocno improwizowany i bardzo luźny. Może więc taki jest los GESZEFTU? Może ten projekt zawsze pozostanie niczym konkretnym? Może w tym jest jego urok? 🙂 A może Krzysztof Demucha nas jeszcze zaskoczy i zmontuje porządny skład? 🙂 Na koniec koniecznie polecam spróbować dania głównego, czyli Nadwieprzańskiego Bluesa zespołu KRZYSZTOF DEMUCHA TRIO i odwiedzić wpis o tym zespole na Lubartowskim Garażu. Przekonacie się z niego, że Krzysiek to nietuzinkowa postać o wielu talentach. 🙂