Black Tears

“Skład:
Dorota (Gruszka) Kołodziejczyk – wokal
Marek Majewski – wokal/gitara
Dominik (Domin) Samborski – gitara
Michał (Yogi) Kossak – bas
Adam (Kowal) Kowalski – perkusja

Historia zespołu jest krótka i w zasadzie można powiedzieć, że był to bardziej taki eksperyment i poszukiwanie czegoś innego niż tylko muzyka metalowa, którą wtedy się zajmowaliśmy.

Black Tears powstało z inicjatywy Domina i mojej jakoś na przełomie 1997 i 1998 roku. Nasz macierzysty zespół Necrosis of Brain był w trakcie rozpadu. Wiedzieliśmy już, że z tej mąki chleba nie będzie, a grać się chciało, więc powołaliśmy do życia Black Tears. Nazwa zespołu, to po prostu tytuł utworu szwedzkiej grupy death metalowej Edge of Sanity, której w tamtym czasie słuchaliśmy na okrągło.

Do projektu na wokal dołączyła Dorota Kołodziejczyk, która kiedyś udzielała się wokalnie w punkowej kapeli OIOM. Problemem było znalezienie perkusisty. Z plotek dowiedziałem się, że na Osiedlu Garbarskim jest gość, który bębni w piwnicy. Okazało się, że tym gościem jest Adaś Kowal Kowalski, którego znałem z racji mieszkania na tym samym osiedlu. Tu mała anegdota, otóż Adaś na początku nie bardzo chciał się zgodzić na granie w kapeli. Wydaje mi się, że może się trochę wstydził, albo to przez swoją wrodzoną skromność. Niemniej jednak przy okazji spożywania jakichś procentów w końcu uległ namowom i dołączył do składu. Chwała mu za to, bo później wyrósł na legendę lubartowskich garów i cieszył ucho swoją grą w różnych projektach, przywołując chociażby przezajebistą El Chupacabrę.

W takim składzie zaczęliśmy próby w Młodzieżowym Domu Kultury, który w tamtym czasie znajdował się przy ulicy 3 Maja (obecnie przychodnia rodzinna). Po kilku miesiącach istnienia do składu dołączył Marek Majewski (obecnie znany i uznany w muzycznym i nie tylko środowisku), który zasilił wokal i drugą gitarę. Próby graliśmy w soboty od godziny 10 rano, co czasami było dosyć trudne z uwagi na intensywne wieczory piątkowe i trudne powroty do rzeczywistości, często nad ranem. 🙂

Black Tears nie zagrało zbyt wielu koncertów, może głównie z tego powodu, że istniało dość krótko. Myślę, że dałoby się je zliczyć na palcach jednej ręki. 🙂 Na pewno graliśmy w Lublinie na przeglądzie „jakiejś tam piosenki”, z racji tego że działaliśmy przy MDK. Poza tym zagraliśmy jeden, czy dwa koncerty w Lubartowie, w tym jeden we wspomnianym wyżej Młodzieżowym Domu Kultury.

Zespół pozostawił po sobie ślad w postaci dema singla, które zostało zrealizowane w MDK na tzw. setkę. Na nagraniu znalazły się 2 autorskie utwory: “Z samotności w samotność” i “Ona”, do których muzykę zrobił Domin, a ja napisałem teksty. Niestety na chwilę obecną nie jestem w stanie nigdzie znaleźć tego materiału. Jestem pewien, że miałem gdzieś kopię na kasecie, ale po przesłuchaniu kilkudziesięciu kaset z tamtego okresu jak na razie na nią nie trafiłem. Bądźmy jednak dobrej myśli, bo pozostało jeszcze trochę materiału do przesłuchania, więc może się uda. Udało mi się natomiast odnaleźć maszynopis tekstu “Ona”. Po tekście można łatwo wywnioskować, że Black Tears, to zupełne przeciwieństwo Necrosis of Brain. Zresztą muzycznie też, bo utwór “Z samotności w samotność”, to była ballada bluesowo-rockowa, której stylistycznie blisko do utworów zespołu Harlem, a wspomniana Ona, to jak dobrze pamiętam był klasyczny rock and roll.

BT było dość dziwną kapelą, której nie sposób wpisać w jakiekolwiek gatunki muzyczne. No bo jak określić zespół, który w swoim repertuarze miał własne utwory z pogranicza bluesa i rocka i równolegle coverował Edge of Sanity (“Black Tears”) i The Gathering (“On Most Surfaces”), czyli kapele metalowe oraz czołówkę polskiej i nie tylko sceny rockowej, tj. Urszulę, Dżem, Perfect? Krótko mówiąc nie da się. Siłą napędową zespołu był Dominik Domin Samborski, on wszystko aranżował, on „obczajał” kolejne covery i robił autorską muzykę. Z perspektywy lat wydaje mi się, że taki styl grania bez stylu wynikał z tego, że szukaliśmy swojego miejsca w muzyce. Byliśmy otwarci na różne gatunki muzyczne i chłonęliśmy wszystko co nam się w tym okresie podobało. Był to czas kiedy mieliśmy po naście lat i były pierwsze wielkie miłości i pierwsze uczuciowe porażki. Poza tym był to okres imprez i beztroskiego życia. To wszystko plus stabilność umysłowa nastolatka, porównywalna ze stabilnością reaktora w Czarnobylu dały to co dały – Black Tears w takiej, a nie innej formie.

Żeby było jeszcze dziwniej, to należy podkreślić, że zespół nigdy się nie rozpadł. Owszem odeszła ze składu Dorota i odszedł Marek, ale Adaś, Domin i ja dalej coś tam graliśmy. Pewnego dnia na próbę przyszedł Gerard Wasilewski z Czarkiem Sochą i „wprosili się” do zespołu 🙂 Gerard na wokal, Czarek na drugą gitarę. I w ten sposób Black Tears zmieniło się w TomFinger, ale to już inna historia…”

Autorem tekstu jest Michał Yogi Kossak, czyli basista BT, a późniejszy członek TomFinger i  Bimbeer. Wspomniani wyżej Adam Kowalski i Dominik Samborski grali razem w El Chupacabrze i Rote Buraken. Obecnie Adaś bębni w ReLife.

Zespół Black Tears chyba jako jedyny grał próby w Młodzieżowym Domu Kultury. Obecnie jest to PMDK i osiadł (miejmy nadzieję, że na stałe) w pięknej, nowocześnie urządzonej placówce. W latach 90-tych jednak, instytucja ta tułała się po mieście. Nie przeszkadzało to jednak w organizowaniu koncertów, heppeningów i innych najróżniejszych akcji artystycznych dla młodych zbuntowanych. Lubartowskie kapele prezentowały się na scenie MDKu, ale także popełnionych zostało tam kilka nagrań. Metodą DIY oczywiście, ale dało się. Jeżeli tylko wypłynie kaseta Black Tears z nagraniami z MDKu na pewno wrzucę ten materiał do wpisu.

Tradycyjne WIELKIE DZIĘKI dla Yogiego, który mimo, że zabiegany, to znalazł chwilę i spisał co pamiętał. Zdjęcia także są od niego. Ciągu dalszego szukajcie już niebawem we wpisie o TomFinger.